W miony wtorek miałam mieć kilka specjalistycznych badań i wizytę u lekarza. Na tydzień wcześniej próbowałam wszystko tak zaaranżować, by uniknąć niepotrzebnego jeżdżenia z przedmieść do śródmieścia (gdzie miałam umówione wizyty) oraz by zmienić grafik moich terapii i dostosować je do wyznaczonych terminów. Kiedy skontaktowałam się z ubezpieczeniem Medicaid, które miało mi zapewnić transport do szpitala, dowiedziałam się, że jakaś prywatna kompania świadcząca usługi dla Medicaid zajmie się przewozem… Na dzień przed moim wyjazdem do szpitala na umówione badania, ciągle nie wiedziałam, czy ktoś mnie odbierze następnego dnia rano. W końcu około godz. 22, osoba z kompanii transportowej, z którą w ciągu dnia rozmawiałam wielokrotnie próbując potwierdzić mój przejazd, zadzwoniła informując, że rano we wtorek przyjedzie po mnie ich samochód.

Łatwo wyobrazić sobie moje skonsternowanie, kiedy na godzinę prze wyjazdem, zamiast samochodu otrzymałam telefon z odwołaniem transportu. Oczywiście zapewniono mnie o zwrocie kosztów podróży (całych 10 dol. według wyliczeń firmy) i konieczności przearanżowania wszystkich wizyt zaplanowanych na ten dzień.

Ostatecznie – udało mi się dotrzeć do szpitala, aczkolwiek ze spóźnieniem i lżejszym portfelem (prywatne kompanie taksówkowe dostosowane do przewozu osób niepełnosprawnych nie są ani tanie ani szybkie). Jednak ta sytuacja skłoniła mnie do refleksji… Spędziłam tydzień aranżując mój transport, cały dzień na rozmowie z przedstawicielami firmy, manadżerami, słuchając muzyki w słuchawce w oczekiwaniu na połączenie. I efekt końcowy był taki, jaki był. To mi uświadomił, że czasochłonne terapie i aranżowanie mojego nowego życia z utrudnieniem niepełnosprawnością, to w tej chwili dwa pełne etaty. Jak w te obowiązki wkomponuję przygotowanie do szkoły? Wykonywanie pracy prawnika?

Przyznaję, jestem pod wrażeniem ilości sposobów pomocy w usprawnieniu mojego bezpieczeństwa i zdrowia, z których mogę skorzystać. Ale ja ciągle chcę więcej. Chcę żyć i osiągać sukcesy w możliwie taki sam sposób, jak przed wypadkiem. Chcę zapomnieć o ograniczeniach wózka i niedogodnościach z nim związanych. A jeśli mam tak czuć, to chcę by inni czuli podobnie.

W tym bardzo pomagają organizowane zbiórki. W dwa dni po moich wizytach lekarskich, na które musiałam zorganizować dojazd we własnym zakresie, kupiliśmy minivana. Specjalne konto, na które wpływają pieniądze ze zbiorek, pokryło 80 proc. kosztów. Gdyby nie te finanse, mogłabym tylko pomażyć o wartej 50 tys. dol. (sic!) Toyocie Siennie, która oznacza dla mnie mobilność, niezależność i jedną mniej agencję rządową z którą muszę się użerać. Oznacza także więcej czasu na szkołę, pracę i wolność.

Niestety, samochód nie jest moim ostatnim wydatkiem. Ale krok po kroku, dzięki ludzkiej wspaniałomyślności, moje życie zaczyna być nieco łatwiejsze. Mam ogromne szczęście, że znalazło się tyle osób, które oferują pomoc. Jestem przekonana, że wkrótce będę mogła spłacić mój dług wdzięczności. Dziękuję!

 

******************

Tak się składa, że raport na temat Ustawy Praw Osób Niepełnosprawnych (Americans with Disabilities Act) najtrafniej oddaje kwestie, o których piszę w moim poście:

Ustawa Praw Osób Niepełnosprawnych dotycząca przeciwdziałaniu dyskryminacji zabrania nie zatrudnienia osoby niepełnosprawnej tylko ze względu na jej ułomność, jeśli taka osoba spełnia wymagania kwalifikacyjne. Ponadto w oparciu o ADA pracodawca może być zobowiązany do przeprowadzenia niezbędnych przeróbek budowlanych, jak i dostosowania wymogów pracowniczych, tak by umożliwić osobie lub osobom niepełnosprawnym wykonywanie konkretnej pracy. Jednocześnie ustawa nie zobowiązuje pracodawcy do zapewnienia asysty poza godzinami pracy, jak również transportu umożliwiającego osobie niepełnosprawnej dotarcia do pracy, ani też nie zobowiązuje pracodawcy do zapewnienia ubezpieczenia medycznego adekwatnego do otrzymywanego przez niepełnosprawnego pracownika z tytułu Medicaid.

Cały raport możesz przeczytać TUTAJ