Pod koniec kwietnia zostałam zaproszona do odwiedzenia North Elementary School, do piątej klasy, której wychowawczynią jest Pani Clifford, moja dawna nauczycielka. Uczniowie Pani Clifford w marcu przyjmowali zobowiązanie co do ilości książek, które dla mnie przeczytają, przygotowali także piękne kartki i listy z życzeniami. W czasie wizyty okazało się, że cała szkoła została zaangażowana w przywitanie i zbórkę na moje konto. Czułam się kochana i zaszczycona tym powrotem – i czułam się jak prawdziwa celebrytka!

Zdjęcia z wizyty zamieściłam na FLICKR. Jest film nakręcony przez Panią Clifford, gdzie przez godzinę można słuchać odpowiedzi na pytania typu: „jak udało ci się uzyskać wykształcenie” aż po „jaki jest twój ulubiony kolor”.

Wizyta w klasie Pani Clifford była niezwykle ożywiająca. Wynika z niej, że mogę być inspiracją dla dzieci, że można lubić szkołę, ponieważ sama ją nadal naprawdę lubię! Bezwarunkowo przyjęłam zaproszenie na zakończenie roku szkolnego do North School, podobnie jak do szkoły polskiej, gdzie miałam gościć na takiej samej uroczystości. Niestety, mój paraliż zadecydował inaczej. Nieoczekiwanie dla mnie samej nakazano mi pozostanie w łóżku, ponieważ odleżyna na kości ogonowej zaczęła się pogarszać, a niekończące się zapalenia dróg moczowych po prostu mnie wykończyły (a swoją drogą: od mojej urolog usłyszałam, że aż do lat 90-tych osoby z urazem rdzenia kręgowego umierały głównie z powodu infekcji nerek). Konieczność zostania w łóżku natychmiast przypomniała mi mój stan z oddziału intensywnej terapii: przykuta do łóżka i bliska depresji. A teraz: mam samochód, mam wózek inwalidzki i oto gdzie jestem – ponownie unieruchomiana.

Bardzo żałuję, że nie udało mi się być częścią żadnej z uroczystości. Ale wizyta w North School – podobnie jak niezwykłe wsparcie w ciągu ostatnich miesięcy otrzymywane od osób mi nieznanych i od przyjaciół – dała mi do zrozumienia, że nie mogę na długo poddawać się depresji. Uczniowie Pani Clifford są przekonani, że jestem niezwykła, więc muszę tak właśnie działać . Leżąc więc to na jednym boku, to na drugim, zajęłam się logistycznym przygotowaniem mojego wyjazdu do Nowego Jorku. W końcu opanowałam program komputerowy do pisania głosem i przejrzałam wszystkie papiery. A co najważniejsze: oswoiłam myśl, że w moim stanie potrzebna jest cierpliwość. Wszystko zabiera więcej czasu, wydaje się trudniejsze do pokonania, a także muszę polegać na pomocy innych – ale można z tym żyć, jeśli udaje się zrobić to, co zamierzałam.

Maj był miesiącem powrotu do podstaw: najpierw zadbałam ponownie o moje zdrowie a następnie o motywację. A teraz ostatnie przygotowania do Nowego Jorku! Rejestracja na zajęcia, znalezienie mieszkania i opiekunki – nie wspomnę, że nie staram się nie panikować na temat budżetu (ale każdy grosz się liczy). To dla mnie ogromny projekt. I kiedy tak nad nim pracuję, muszę bardzo podziękować wszystkim moim cheerleaderom z North School i naprawdę wszystkim, którzy przekazali mi w każdej formie wsparcie do realizowania moich planów.

Dziękuję – każdy „krok” do przodu jest możliwy dzięki Waszej pomocy!